niedziela, 7 grudnia 2014

Luźno-pracowity weekend

W piątek miałam kompletny luz, serio. Ale oczywiście moje myśli zmierzyły ku kierunku zbliżających się świąt. Może jestem dziwna ,ale nie lubię świąt. Nie widzę wiele plusów w tym okresie. I kiedy uświadomiłam sobie ,że jest już grudzień mój humor dość się zepsuł. Ale zbliża się przerwa świąteczna i ferie ,więc w końcu będzie można odpocząć od nauki ,a spędzić więcej czasu z końmi :). 

Co do koni. Karst  z dnia na dzień jest coraz bardziej dojrzały. Przez jakiś czas niesamowicie szalał ,ale teraz się uspokoił. Dorósł. 
 Nie jest już tym niesfornym młodziakiem ,który wszystkich olewał i robił tylko to na co miał ochotę. Przestał się stawiać, jest bardziej uległy. Coraz bardziej jest chętny do uczenia się nowych rzeczy i współpracy. Zawsze był inteligentny ,szybko łapał różne ćwiczenia ,ale teraz jest razy 2. To jest właśnie takie niesamowite ,że mam przyjemność to u niego zaobserwować. 
Mój mały chłopiec staje się mężczyzną :") 

"I love him so much,
I would die for him"



Sobotę zaczęłam od treningu na Edku. Było przyjemnie pojeździć tego starszego już arabka. 
Następnie pomogłam tacie na działce. Tak się wciągnęłam ,że nawet nie poczułam zimna. Robiłam swoje...
Zaraz po tym wybrałam się do Karsta i poćwiczyliśmy na lonżowniku ,ponieważ podłoże było zmarznięte. Młody musiał na początku się wyszaleć i trochę miał humory na początku ,ale jak się wybiegał był o wiele bardziej chętny do pracy. Poćwiczyliśmy chodzenie na prawo -idzie nam coraz lepiej. Następnie poćwiczyliśmy chodzenie przy boku. Pysk przy ramieniu -to powtarzałam Karstowi kiedy krążyliśmy po placu. Na początku zostawał w tyle ,albo się zatrzymywał -bo samolot musiał akurat wtedy lecieć. Jednak po kilku minutach łeb trzymał nisko tuż przy moim ramieniu. Jestem z niego dumna! 
Oczywiście wieczorami i dzisiaj w południe trzeba było obejrzeć Cavaliade. Polscy zawodnicy dali z siebie naprawdę dużo. Jestem wielką fanką pana Jarosława Skrzyczyńskiego i na jego przejazdach szczególnie modliłam się o bezbłędne przejazdy. Niestety to nie był dzień jego i jego koni ,ale dali z siebie wszystko. 
Emocje na Grand Prix oraz Speed&Music był niesamowite. Kciuki bolały mnie od mocnego nacisku kiedy startowali Polscy zawodnicy. 
Felix Hassman i jego koń jak najbardziej zasłużyli na wygraną. Ta para wręcz leciała nad przeszkodami ,a szybkość i płynność jaką pokonywali parkour jest niesamowicie zaskakująca. Podobnie zresztą jak Michał Kaźmierczyk i Stakato ,niestety ich czas był gorszy... 

Cross na hali był czymś zjawiskowym i niesamowitym. Było to niezłe show! 
Konkurencja "Wenus vs. Mars" jest genialnym pomysłem! Osobiście czułam ,że wygrają mężczyźni ,ale podświadomie liczyłam ,że kobiety się wykażą. Walczyły dzielnie ,ale faceci mają lepsze konie :p 
Dzisiaj niestety trzeba było już usiąść do nauki. Ale jutro zapowiada się luźny dzień. :)
Na koniec notki moja obecnie ulubiona piosenka -pokochałam The Script. 

poniedziałek, 28 lipca 2014

2 years with ♥♥♥ Karst ♥♥♥


Wczoraj minęły dwa lata odkąd Karst jest mój... Jestem pod wrażeniem tego co zdołaliśmy zrobić przez te 24 miesiące...
Wkrótce na moim kanale na youtube pojawi się filmik informujący o tym pięknym czasie. Jednak wiem ,że nie mam takich materiałów by w całości oddać naszą historię. W takim razie chcę wam ją napisać od początku do końca :)

Razem z tatą szukaliśmy konia dla siebie. Znajomy powiadomił nas o 5-letnim wałachu na sprzedaż w stadninie ogierów w moim mieście. Bez zastanowienia pojechaliśmy go obejrzeć. Kiedy przyjechaliśmy jego były jeździć postanowił pokazać nam go w korytarzu. (Tata już wtedy startował na zawodach i chciał konia skokowego.) Skakał naprawdę niesamowicie. Dobra technika, wysoko ,cud miód i malina. Kilka dni później przyjechaliśmy na jazdę próbną ,ale Karst niestety kulał. Okazało się ,że jakiś stajenny dźgnął go w nogę ,gdy czyścił jego boks. Potem po raz kolejny wszystko się przedłużyło ,ponieważ były właściciel wałacha ,jego jeździec oraz trener wyjechali na jakieś zawody do Włoch czy gdzieś. Przyjeżdżałam do niego codziennie byleby pogłaskać. Po ich powrocie odbyła się jazda próbna. Tata trochę poskakał ,a na jednej z przeszkód spadł. Później my wyjeżdżaliśmy ,a gdy wróciliśmy tata powiedział mi ,że Karsta kupił ktoś za większą sumę. Na prawdę się załamałam ,bo byłam już do niego przywiązana. Wiem to dziwne ,ale tak było...
Powiedział też ,że w stajni gdzie miał stać Karst jest jakaś klacz na sprzedaż i mamy ją jechać zobaczyć. Jednak kiedy weszłam do stajni okazało się ,że to Karst!!! Rozpłakałam się wtedy i byłam na prawdę szczęśliwa :)

Nasze początki były fatalne. Nie umieliśmy za nic się dogadać ,to było okropne. Karst był uparty i leniwy. Potrafił ustać i za nic się ruszyć. Wtedy sięgneliśmy po takie działania jak naturalne jeździectwo. Powolutku zaczynało widać efekty nie tylko przy czyszczeniu itd ,ale też w jeździe. Zaczęliśmy nawet skakać i powoli przygotowywać się do brązowej odznaki. Wystartowaliśmy w zawodach szkołkowych ,wszystko się układało idealnie. Niestety nastały problemy osobiste ,przez co jeździłam baaardzo rzadko ,ale starałam się dbać o nasze relacje. Ponownie zaczęliśmy szykować się do zawodów ,ale ja złamałam nogę (jak dobrze o tym wiecie). Noi niestety musieliśmy przerwać naszą współpracę. Musieliśmy zacząć od początku. Oddaliliśmy się od siebie ,nasze relacje był okropne. Nie takie jak na samym początku naszej współpracy ,ale na prawdę złe.

Dziś nasze relacje są odnowione. Karst na nowo mi zaufał ,a ja mu. Nie próbowaliśmy jeszcze nie których rzeczy ,które robiliśmy przed moją kontuzją ,ale mam wrażenie ,że teraz jest lepiej. Gnamy do przodu ,a to najważniejsze <3



niedziela, 1 czerwca 2014

Wracamy do pracy :D

Dawno nic nie pisałam ,ale cóż. U mnie coraz lepiej. Postępy z nogą są ,chodzę nawet o 1 kuli czasem ;)
Z Karstem zaczynamy prace. W końcu! Już na spokojnie czyszczę go. Pomijając kopyta ,ponieważ  jeszcze nie dam rady. Nawet go kąpałam z właścicielem stajni :)
Tu zdjęcia Karsta ze mną i na myjce oraz Floriana (ten ciemny gniadosz). XD










Obserwatorzy