Wczoraj minęły dwa lata odkąd Karst jest mój... Jestem pod wrażeniem tego co zdołaliśmy zrobić przez te 24 miesiące...
Wkrótce na moim kanale na youtube pojawi się filmik informujący o tym pięknym czasie. Jednak wiem ,że nie mam takich materiałów by w całości oddać naszą historię. W takim razie chcę wam ją napisać od początku do końca :)
Razem z tatą szukaliśmy konia dla siebie. Znajomy powiadomił nas o 5-letnim wałachu na sprzedaż w stadninie ogierów w moim mieście. Bez zastanowienia pojechaliśmy go obejrzeć. Kiedy przyjechaliśmy jego były jeździć postanowił pokazać nam go w korytarzu. (Tata już wtedy startował na zawodach i chciał konia skokowego.) Skakał naprawdę niesamowicie. Dobra technika, wysoko ,cud miód i malina. Kilka dni później przyjechaliśmy na jazdę próbną ,ale Karst niestety kulał. Okazało się ,że jakiś stajenny dźgnął go w nogę ,gdy czyścił jego boks. Potem po raz kolejny wszystko się przedłużyło ,ponieważ były właściciel wałacha ,jego jeździec oraz trener wyjechali na jakieś zawody do Włoch czy gdzieś. Przyjeżdżałam do niego codziennie byleby pogłaskać. Po ich powrocie odbyła się jazda próbna. Tata trochę poskakał ,a na jednej z przeszkód spadł. Później my wyjeżdżaliśmy ,a gdy wróciliśmy tata powiedział mi ,że Karsta kupił ktoś za większą sumę. Na prawdę się załamałam ,bo byłam już do niego przywiązana. Wiem to dziwne ,ale tak było...
Powiedział też ,że w stajni gdzie miał stać Karst jest jakaś klacz na sprzedaż i mamy ją jechać zobaczyć. Jednak kiedy weszłam do stajni okazało się ,że to Karst!!! Rozpłakałam się wtedy i byłam na prawdę szczęśliwa :)
Nasze początki były fatalne. Nie umieliśmy za nic się dogadać ,to było okropne. Karst był uparty i leniwy. Potrafił ustać i za nic się ruszyć. Wtedy sięgneliśmy po takie działania jak naturalne jeździectwo. Powolutku zaczynało widać efekty nie tylko przy czyszczeniu itd ,ale też w jeździe. Zaczęliśmy nawet skakać i powoli przygotowywać się do brązowej odznaki. Wystartowaliśmy w zawodach szkołkowych ,wszystko się układało idealnie. Niestety nastały problemy osobiste ,przez co jeździłam baaardzo rzadko ,ale starałam się dbać o nasze relacje. Ponownie zaczęliśmy szykować się do zawodów ,ale ja złamałam nogę (jak dobrze o tym wiecie). Noi niestety musieliśmy przerwać naszą współpracę. Musieliśmy zacząć od początku. Oddaliliśmy się od siebie ,nasze relacje był okropne. Nie takie jak na samym początku naszej współpracy ,ale na prawdę złe.
Dziś nasze relacje są odnowione. Karst na nowo mi zaufał ,a ja mu. Nie próbowaliśmy jeszcze nie których rzeczy ,które robiliśmy przed moją kontuzją ,ale mam wrażenie ,że teraz jest lepiej. Gnamy do przodu ,a to najważniejsze <3



zazdroszczę! i życzę kolejnych wspaniałych lat :)
OdpowiedzUsuńhttp://variouseverything.blogspot.com/
Dziękuję! :D
Usuń